W oknie wystawowym wyeksponowano kilka publikacji, a obok nich, na szerokim parapecie, lśniła w słońcu biała, sporej wielkości plama – w szerokim i niskim wiklinowym koszyku miał swoje legowisko kocur Stanisław, mieszkaniec sklepu. Sprzedawca, Tomasz Pietraszko, nie chciał, by zwierzę przebywało z pozostałymi jego domownikami, poza tym zdaje się, że kot lubił swój antykwariat. Po pierwsze mógł tam obserwować przechodniów i lotem błyskawicy chować się przed dziećmi odwiedzającymi sklep w kryjówce za ladą, specjalnie zamontowanej przez Tomka, po drugie w godzinach otwarcia miał wychodne, czyli – jeśli pogoda do tego zachęcała – po prostu szedł w długą. Jeśli spóźnił się z powrotem, siadał na progu sklepu i czekał na panią Basię, właścicielkę spożywczego, która miała zapasowy klucz do antykwariatu i wpuszczała zwierzę do środka, gdy tylko zobaczyła, że sterczy biedaczysko na progu.
Obok regałów z książkami stał fotel, bo jakże mogłoby go tam zabraknąć. Wielu klientów antykwariatu znało właściwości tego magicznego mebla, który Tomasz odziedziczył po swojej babci. Zasadniczo służył do tego, by w spokoju przejrzeć wybraną pozycję przez zakupem, a wielu klientów korzystało również z okazji, by opowiedzieć o tym, co u nich słychać. Ale w godzinach, kiedy w liceum kończyły się lekcje, do antykwariatu zaglądały też licealistki, które miały tu może dziesięć minut na rowerze. Udawały, że przeglądają stare książki, ale tak naprawdę interesował je, choć już nie całkiem młody, antykwariusz. Pietraszko lubił te wizyty i na odległość wyczuwał panienki z liceum, co najmniej tak jak Stanisław miał intuicję do zbliżających się dzieci, które szukały sierściucha, by dać upust swojej czułości i innym niekoniecznie szlachetnym zapędom.
[Rozdział 4, fragment]
(Wszelkie prawa zastrzeżone. Powielanie i rozpowszechnianie z wykorzystaniem jakiejkolwiek techniki całości lub fragmentów niniejszego dzieła bez uprzedniego uzyskania pisemnej zgody autora jest zabronione.)

No responses yet