– Na rowerze kręcisz. A jak się interes kręci, Tomaszku? Masz ty jakiś grosz z tych starych książek? W środę zajadę do Siemiatycz, więc zajrzę na chwilę do antykwariatu. Lektury pobożne też sprzedajesz?
– Jasne, ojcze, wyszukam coś wcześniej. Książki jak książki, majątku z tego nie ma, ale przeżyć można – westchnąłem, kiedy rzekłem, jak jest, zgodnie z prawdą.
– I na co ci więcej. A dla córki odkładasz choć trochę? – pytał Bazyluk.
– Pewnie, mała sumka do małej sumki i kiedy skończy osiemnaście, to jej powiem. Teraz by przyszła o byle co i nie umiałbym odmówić. A tak, kiedy dorośnie, to będzie miała.
– No i słusznie, chociaż osiemnaście to wcale nie taki dojrzały wiek… Sama jednak musi decydować. Moje jeszcze małe, ale Mirosława pozakładała im konta. Znikąd się nagle pieniądze rzadko biorą, chociaż trzeba pamiętać, że wszystko jest darem Niebios.
– Na remont kiedyś Antonii ojcu przyniósł.
– Tak, za granicą siedział, a potem stwierdził, że niebo chociaż wyremontuje – żartował Bazyluk. – No to przyjąłem, a jeszcze długo miałem odkładać. Zachodzi do mnie chłopina, chociaż ostatnio alkoholu mu się zachciewa i mówię do niego, ale twierdzi, że potem lepiej mu się w cerkwi śpiewa i jak tu zganić takiego…
Matuszka położyła dla nas na stole bułeczki z jagodami, do tego jeszcze ciepłe jak jej łagodny uśmiech. Wiedziałem, że będą najlepsze, i z wdzięcznością popatrzyłem na Mirosławę, która rzekła tylko:
– Smacznego, drogi chłopcze.
I wyszła, jak to ona, szybko niby duch, a ja zdążyłem tylko odprowadzić ją krótkim „Dziękuję”, po czym spojrzałem na Bazyluka.
– Pieniądze pieniędzmi, ale najważniejszy człowiek.
– Bóg najważniejszy, Tomaszku. Bez Niego forsa to farsa. I cały świat.
[Rozdział 5, fragment]
(Wszelkie prawa zastrzeżone. Powielanie i rozpowszechnianie z wykorzystaniem jakiejkolwiek techniki całości lub fragmentów niniejszego dzieła bez uprzedniego uzyskania pisemnej zgody autora jest zabronione.)

No responses yet