Pagórki Beskidu Niskiego, które otaczały ich jak zastygłe fale jakiegoś pradawnego morza, trwały wraz z nimi w ciszy. Była to cisza żywa, wypełniona odgłosami przyrody, biciem serc, mową pełni księżyca. Cisza, w której mogło wybrzmieć między nimi to, czego na co dzień nie umieli wypowiedzieć, co umykało, spłoszone pośpiechem obowiązków, stresem problemów. Jednak zostawili już za sobą egzaminy i podszyte zmęczeniem ciepłe noce, pełne nauki.

Cóż, niektórzy pragnęli tylko biec do przodu i rozprawiać o bieżących sprawach, a wieczorem się napić, zrelaksowani całodzienną wędrówką. Szukali w górach zapomnienia, czyli chwilowej, złudnej pociechy, podczas gdy Mieszko z żoną odnajdowali tam coś zupełnie innego: przytomność umysłu, świadomość istnienia, łączność ze światem. Czasem zapraszali na szlak tych, którzy myśleli podobnie, jednak nie znali ich wielu. Można było odnieść wrażenie, że większość nie rozumie gór – są dla tych ludzi wypiętrzeniem, które ma zasłonić ich kłopoty, samotność, uzależnienia.

Mieszko dołożył do ognia, a jego blask wypełnił teraz całą polanę. Usiadł z powrotem koło Grażki. Po chwili ujął jej dłoń i zaczął delikatnie ją masować, jakby nakładał maść na bolące miejsca. Znów znajdowali się razem w swojej intymnej rozmowie. Zasklepiało się w nich oddalenie, przestawała krwawić tęsknota. Dotyk był językiem pojemniejszym niż słowo. Pocałunek zaś ciepłym, miękkim rozpamiętywaniem chwili, gdy kilka miesięcy temu oświetliło ich twarze światło kościelnego witrażu.

[Rozdział 2, fragment]

(Wszelkie prawa zastrzeżone. Powielanie i rozpowszechnianie z wykorzystaniem jakiejkolwiek techniki całości lub fragmentów niniejszego dzieła bez uprzedniego uzyskania pisemnej zgody autora jest zabronione.)

Tags:

No responses yet

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Latest Comments

Brak komentarzy do wyświetlenia.