Cała moja przygoda z kamperem to przygoda rodzinna, mam więc w tym względzie pewne doświadczenie. Myślę, że są trzy ważne rzeczy, które dotyczą podróżowania z dziećmi. Pierwsza z nich to gotowe pomysły na nudę, druga to plan zapasowy na niepogodę. To pozwala przetrwać każdy kryzys. Jest jeszcze jedno: luz – czyli podejście, że nie wszystko musi się udać, nie wszędzie trzeba być. Najważniejsze, że wyruszyliśmy i że jesteśmy razem. Wszystko, o czym wspomniałam, wydaje się banalnie proste, niemniej jednak wprowadzić to w życie jest już sztuką.
Gdzieś tam wewnątrz człowiek jest nastawiony na więcej, bardziej intensywnie, na wszystko. Tak kształtuje nas świat: że sukces to wielość, obfitość. Obecność dziecka w podróży zmienia optykę postrzegania. Okazuje się, że podróż może być udana bez względu na to, gdzie uda się dojechać. Zadowolenie z niej nie zależy tak naprawdę od zrealizowanych celów, tylko od cieszenia się drogą, doceniania każdej chwili – poranków z samotną kawą nad jeziorem i grania w planszówki w busie, gdy po dachu bębni kanonada deszczu.
Gotowe pomysły na nudę są różne. Istotna sprawa to dobry wybór miejsca do spania. Ja najchętniej spałabym gdzieś w polach, najlepiej w pobliżu wody, pośrodku niczego, niemniej jednak myślę, że na takie spanie przyjdzie jeszcze czas. Natomiast w przypadku podróży z dziećmi woda to niemal zaklęcie – jej obecność w postaci rzeki, jeziora lub morza stanowi niemal gwarancję sukcesu, pod warunkiem, że dla młodszych mamy trochę przedmiotów do zabawy. Najlepiej w aucie mieć zawsze łopatkę i wiaderko. Na jednym z postojów moje dziecko bawiło się w łowienie ryb w rzeczce z użyciem wiaderka. Potem zamieniło się w szefa kuchni i serwowało mi różne dania, a przyroda hojnie udzielała przypraw i wszelkiego rodzaju dodatków do dań głównych. Jest wiele miejsc, gdzie można zrobić postój nieopodal placu zabaw – wtedy łatwiej jest i dorosłemu, i dziecku.
Drugim zaklęciem są gadżety. Najpopularniejsze to wszelkiego rodzaju gry – jednak najlepiej, jeśli wybierzemy je wspólnie. Prostym i tanim sposobem na nudę jest też kolorowa kreda, jeśli tylko znajdziemy kawałek placu z chodnikiem czy asfaltem. U nastolatków, którzy jeszcze chcą z nami podróżować, może się natomiast sprawdzić naprzemienne czytanie książek albo wieczorna zabawa z przewodnikiem – wyszukiwanie dziwnych lub śmiesznych szczegółów. Oczywiście wszystko zależy od konkretnego dziecka, warto jednak powalczyć o to, by chociaż częściowo oderwać młodych od ekranu na wspólnych wakacjach. Myślę, że każda inicjatywa, każda próba się liczy.
Trzecie zaklęcie pomagające podczas podróży z dziećmi to atrakcje turystyczne. Uważam, że warto dobrze przemyśleć miejsca, do których chcemy się razem wybrać – pod kątem tego, czy one mają szansę być dla nas wszystkich ciekawe, i tego, co tak naprawdę chcemy przekazać dzieciom przez obecność takich, a nie innych celów podróży. Myślę, że tych atrakcji nie musi być dużo – jeśli zostaną wybrane z namysłem, istnieje prawdopodobieństwo, że trafimy w dziesiątkę i wszyscy poczują się szczęśliwi. Nastolatki mogą pomóc nam planować podróże, jeśli uda się ich do tego zachęcić. Nie można również zapomnieć o planie zapasowym na niepogodę. Najlepiej wymyślać wszystko w parach – co w danym miejscu zrobimy, gdy zaświeci słońce, i co zrobimy, kiedy zacznie lać.
Przygotowanie do podróży to spokój. W drodze można się skupić na sprawach bieżących – logistyce, zaopatrzeniu, rozwiązywaniu problemów, a nade wszystko na przeżywaniu tego, co niesie droga.

No responses yet