Mieszko zapukał do drzwi domu Miry kwadrans po siódmej. Widać było po nim zmęczenie podróżą i niewyspanie. Popatrzył na siostrę spode łba. Widząc jej przepraszającą minę, uśmiechnął się jednak i rzucił:
– Kawy, sio.
– Robi się. A chcesz jakieś szybkie śniadanko?
– Najpierw trzeba otworzyć oczy, a ja jestem jeszcze na Podlasiu.
– Ja też. – Mira westchnęła, a brat spojrzał na nią badawczo.
– Ten facet zawrócił ci w głowie. Dlatego tu jestem? – Mieszko zawsze nazywał rzeczy po imieniu i nie bawił się w owijanie w bawełnę.
Mira usiadła naprzeciwko brata i postawiła przed nim filiżankę, kawę w zaparzaczu, cukier oraz mleczko.
– W sumie trafnie to ująłeś. A chodzi o to, że…
Umilkła. To, co chciała powiedzieć, nagle wydało jej się tak samo niewiarygodne jak podróż na północ Polski, chociaż dopiero co odbyta. Mieszko dolał mleczka, posłodził łyżeczkę i popatrzył na zmieszaną minę siostry.
– Spałaś z nim czy co? Gadaj mi tu.
Mira się zaśmiała, niepewność pękła w niej jak bańka mydlana.
– Do tego nie musiałabym cię wzywać o siódmej rano.
– No nie wiem, zawsze mogę wrócić i dać mu po gębie. – Mieszko próbował do końca rozbroić siostrę.
– Słuchaj, chodzi o dom. To znaczy mam taką propozycję, bo wiem, że się rozglądacie za lokum.
– O cholera, sio, no to grubo. A taki się wydawał niewinny kurczaczek, chyba jednak trzeba by mu policzyć piórka.
[Rozdział 19, fragment]
(Wszelkie prawa zastrzeżone. Powielanie i rozpowszechnianie z wykorzystaniem jakiejkolwiek techniki całości lub fragmentów niniejszego dzieła bez uprzedniego uzyskania pisemnej zgody autora jest zabronione.)

No responses yet