Mira zapatrzyła się w dal. Energiczny gniady koń przemierzał pustą ujeżdżalnię, trzymany na lonży przez nastolatkę, podobną chyba trochę do Małgorzaty. Słońce rozłożyło na niebie miękkie barwy, a rozgrzane powietrze wypełniało przestrzeń jak cytryna szklankę z herbatą. Jakiś owad uparcie kreślił fantazyjne wzory lotu koło dachu altanki, niby dyrygent kończący uwerturę letniego dnia. Ocean myśli w głowie Miry ucichł. Chowało się w nim teraz słońce, jak gdyby nigdy nic, a swoboda końskich kopyt przemierzających przestrzeń przerywała natarczywe pytania, rozrywała zdania na zlepki nic nieznaczących wyrazów. Teraz już przestało mieć znaczenie, o co zapyta, jak poprowadzi rozmowę. Jakby wszystko miało stać się bez udziału jej woli.

Dawno nie siedziała na koniu. Ale przecież kiedyś spędzała w siodle całe popołudnia. Jeździła od przedszkola, kiedy namówiła mamę na koniki. Najpierw jednak założyła własną stajnię, zrobioną przez tatę z kartonowych pudeł, które stały obok sklepu, gdzie właśnie wypakowano towar. W każdym boksie mieszkał koń, a niektóre zwierzęta miały w sobie mechanizmy, dzięki którym rżały; były też egzemplarze poruszające w stawach kończynami. Wiele prezentów składało się na tę niezwykłą kolekcję różnokolorowych grzyw, były też konie zakupione na wyjazdach albo stanowiące wspomnienia po innych dzieciach, które dawały Mirce swoje maskotki w dowód dziecięcych przyjaźni. W każdym razie konie mnożyły się w kartonach niemal jak króliki, a Mira karmiła je drewnianymi marchewkami, a wcześniej warzywami z lodówki, które podbierała pod nieuwagę mamy.

[Rozdział 10, fragment]

(Wszelkie prawa zastrzeżone. Powielanie i rozpowszechnianie z wykorzystaniem jakiejkolwiek techniki całości lub fragmentów niniejszego dzieła bez uprzedniego uzyskania pisemnej zgody autora jest zabronione.)

Tags:

No responses yet

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Latest Comments

Brak komentarzy do wyświetlenia.