Oczywiście można podejść do podróży kamperem zupełnie spontanicznie, niemniej jednak plan pozwala przemyśleć, na czym tak naprawdę Ci zależy, jakie są potrzeby uczestników wyprawy – każdego z nich po kolei, jakie są priorytety. To sposób na uniknięcie czyjegoś niezadowolenia, poczucia, że zostało się pominiętym.
Plan przygotowuję również po to, aby był swego rodzaju przewodnikiem – w końcu lepiej móc się do czegoś odnieść, niż słuchać w kółko spontanicznych debat na temat bieżących planów. Szkoda cennego czasu. Lepiej skupić się na przeżywaniu.
Przed każdą wyprawą przygotowuję więc tabelkę, która w nagłówkach ma następujące hasła:
- dzień//miejsce/okolica
- odległość do przejazdu
- nocleg/postój//uwagi
- kultura/nauka/religia
- rozrywka/posiłek
- przyroda/kąpielisko.
Mając tabelkę, widzę, czy wszystko jest w równowadze i czy niczego ważnego nie przeoczyłam. Trzymam w ręku mapę, na której jak na dłoni widzę trasę. Łatwo wtedy coś skorygować, a wreszcie na końcu nacieszyć się szkicem wspaniałej panoramy chwil.
Zapytasz, gdzie element zaskoczenia, miejsce na przygodę. Zapewniam, że nieprzewidzianych zdarzeń nie brakuje, choćby nie wiem jak dokładny był plan. Wystarczy, że wybrane miejsce na nocleg jest zajęte i trzeba szukać czegoś innego, a na niebie nieubłaganie zapada zmrok. Albo że poznasz kogoś w drodze, zobaczysz ciekawy plakat, trafisz na fajną imprezę regionalną albo, niestety, zaskoczy Cię choroba czy problem z autem. Z podróżą jak z życiem: zawsze jest element niespodzianki, jednak plan daje poczucie bezpieczeństwa, panowania nad całością. Do planu zawsze można wrócić, odwołać się do niego. Chociaż nie jestem zwolennikiem niewolniczego trzymania się pewnych ustaleń. Wręcz odwrotnie, ponieważ podróż ma swój głos.
Znając większe odległości, można przeliczyć szacunkowe koszty paliwa (trzeba uwzględnić dodatkowe kilometry związane z modyfikacją trasy, z różnych powodów). Następnie warto sprawdzić ceny biletów, zdecydować, ile razy wybierasz restaurację, gdzie robisz zakupy typu pamiątki i ile maksymalnie chcesz na to przeznaczyć. Kiedy już oszacuję koszt wyprawy, robię to, co w codziennym budżecie: przygotowuję przecięte na pół koperty, podpisuję i wkładam tam pieniądze na określone cele. Oczywiście, taki budżet warto trzymać w tzw. nerce.
Podróż to wysiłek, ale podróż to też przyjemność, uporządkowanie finansów zapobiegnie zatem niechcianym niespodziankom – w drodze przecież tak łatwo wydaje się pieniądze. Chyba że… z założenia mamy nad tym jakąś kontrolę. Oczywiście zawsze musi być też rezerwa na coś nieprzewidzianego, typu naprawa auta albo leki, chociaż dobrze wyposażoną apteczkę zawsze zabieram ze sobą. Tak czy inaczej, warto zaplanować kasę związaną z wyprawą. To równie ważny element, co dobry plan drogi.

No responses yet