Niektórzy doskonale znają refren „proszę, kup mi jakieś zwierzątko”, który rozbrzmiewa najczęściej w serduszkach dzieci w ostatnich latach przedszkola i pierwszych szkoły podstawowej. Myślę, że nie należy tego lekceważyć, ponieważ to wyraz głębokiej potrzeby troski o słabszych, czułości, a także przebywania na co dzień z tym, co inne, tajemnicze – a tym samym porozumienia z własną podświadomością. Tak uważam, tak obserwuję. Widzę, jacy się stajemy, kiedy w domu są zwierzęta.

Czasem do zaproszenia zwierzątka pod swój dach skłania samotność czy potrzeba dopingu, wszak wiadomo: z psem trzeba wyjść na spacer i kropka. Cokolwiek jednak skłoni cię do tego, by zaopiekować się jakąkolwiek zwierzyną, przemyśl tę decyzję również w kontekście podróżniczym.

Łatwo napisać, trudniej zrealizować. Wszak życie potrafi zaskakiwać, a zwierzę w charakterze domownika to odpowiedzialność i wyzwanie. Zawsze można jednak wymyślić rozwiązanie, czego przykładem jest nasza rodzinna historia. Opowiem ją, bo oswaja strach przed niewiadomym.

Kiedy jesienią 2023 roku stanęłam z córką przed szybą w sklepie zoologicznym, każdej z nas spodobał się inny królik miniaturka. W domu zapadła decyzja: bierzemy oba. I tak jesienią w kuchni zamieszkali Misiu (po bliższym poznaniu Misław Michał Zastanawialski) i Marcysia (Marcelina Malwina Wszędobylska). Na początku nie znaliśmy płci, ale kiedy króliki zaczęły wokół siebie tańcować, wszystko stało się jasne. Umówiłam weterynarza. O dzień lub dwa za późno… Początkiem stycznia 2024 przyszła na świat wesoła gromadka: Słodziak (Słodziak Oskar Bojadusza), Wąsia (Wąsia Wiesława Lizak-Gryzalińska), Trzecia (Jedna Trzecia Karolina Atakliwa), Kołnierzyk (oddany do minizoo po wykarmieniu przez króliczycę, inaczej musielibyśmy mieć aż trzy klatki – samce walczą o terytorium) i NN (zdechło kilka dni po urodzeniu, pewnie najsłabsze).

Wiosną powstało pytanie niecierpiące zwłoki: co ze zwierzętami latem, kiedy zechcemy wybrać się w podróż? Mąż wymyślił rozwiązanie na podstawie warunków, w których żyją króliki w naturze. Kupił kalfas (duży, czarny pojemnik, na wymiar) i zbudował pod podestem busa coś w rodzaju nory dla zwierząt, z której mogą wyjść do góry, na podest, i wtedy – zazwyczaj na postoju, kiedy już auto nie hałasuje – urzędują w przytwierdzonej do podestu klatce. Wszystko w ciągu dziesięciu minut można rozłożyć i na noc klatka ze zwierzętami jest na przedniej kanapie busa, obok siedzenia kierowcy. Takie rozwiązanie się sprawdza, gdy jedziemy wszyscy. Niezależność jest cenna. Wystarczy, że podróż zależy od wielu innych czynników – finansowych, zdrowotnych, technicznych.

Cieszę się, że jest aż pięć królików. Uwielbiam obserwować interakcje między nimi. I razem jest tak przytulnie, jakby w kuchni był kominek, w którym przez cały rok pali się ogień. Bez nich pusto, jak w domu bez dzieci albo książek. Myślę, że obecność zwierząt to naturalna potrzeba.

Zatem zastanów się nad tym, jakie zwierzę wybrać, poczytaj, zasięgnij języka. Daj sobie czas na decyzję. U nas najpierw na tapecie był jeż afrykański, a proces podejmowania decyzji trwał chyba z pół roku. Oczywiście, że można podróżować ze zwierzętami, tylko trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, w jaki sposób zaspokoisz ich potrzeby, gdy zawoła cię do drogi, oraz czy będziesz w stanie zaakceptować ich specyfikę i konkretne wymagania. Podstawą, jak we wszystkim, jest wiedza.

Zwierzę oznacza przygodę i bogactwo nowych wrażeń. Oznacza też, że chcesz przyjaźni z naturą.

Tags:

No responses yet

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Latest Comments

Brak komentarzy do wyświetlenia.